18 sie 2014

16#

~13 października kupiłam sobie roślinę o nazwie Rypsalis. Następne podlewanie xxx, a przesadzanie dopiero na wiosnę. Będę musiała kupić ładną doniczkę.

15 października kupiłam pojemnik na ołówki ze słodkimi psiakami.

16 października rozmawiałam ze swoją byłą na gg (mieszka w innym mieście). Powiedziała mi, że planuje do mnie wrócić i że było jej ze mną dobrze.
Nie wiem, co o tym myśleć, ale... mnie też nie było najgorzej. Nie wiem, co się zmieniło przez ten prawie rok (październik), który minął od naszego rozstania. Chyba zapytam o to. Powiedziała, że było jej ze mną dobrze... To chyba świadczy o tym, że jest we mnie coś... dobrego i że jestem coś warta. Mam ochotę powiedzieć jej "kocham cię", ale wiem, że na to jeszcze zbyt wcześnie, jeśli coś takiego będzie kiedykolwiek możliwe.

~Wczoraj wyobrażałam sobie, że wysiadam z pociągu na peron, patrzę w prawo, ona idzie w moją stronę, więc odkładam torbę i, gdy już podchodzi, obejmuję ją mocno, mocno, wtulam twarz w jej ramię, szyję, włosy, i nie puszczam, dopóki nie poczuję, że wszystko jest z powrotem na swoim miejscu, że wszystko jest już dobrze.
Wiem, że będzie znów ukrywać nasz związek przed rodziną, znajomymi, ale jakoś muszę się z tym pogodzić, jeśli chcę z nią być i jeśli nie chcę jej stracić.
Przepraszam za wszystko, Leeteuk.

Wczoraj, 17 października, dopisałam następny fragment do swojego kolejnego opowiadania. Dopisana część została oddzielona trzema gwiazdkami.

"     Jasper szedł wzdłuż torów z każdym krokiem zapadając się w śniegu po kostki. Miał na sobie elegancki garnitur w którym brakowało marynarki, koszula była wyjęta ze spodni, a krawat nie ściskał go już pod szyją. Rozpiął guziczki przy mankietach i podwinął rękawy do łokci, czując na przedramionach, jak i na całym ciele podmuchy wiatru, od których jednak nie było mu zimno. Wpatrywał się w dal, mrużąc lekko oczy od drobnych płatków lecących w jego stronę. Oblizał nerwowo wargi, mimo że nie były spierzchnięte, ani nawet wysuszone. Temperatura powietrza była zdecydowanie poniżej zera, ale on nie odczuwał tego żadną, nawet najmniejszą, komórką swojego ciała, a z jego ust nie wydobywały się obłoczki pary. Czuł głęboki spokój - wiedział, że nikt mu nie przeszkodzi w tym, co planował. W końcu nikomu o tym nie powiedział, a poza tym zniknął niepostrzeże z cmentarza, gdy wszyscy żałobnicy weszli do małej katedry na mszę.
     W pewnym momencie rozległ się gwizd pociągu. Na linii drzew ukazała się czerwona lokomotywa zbliżająca się powoli, acz nieubłagalnie. Uśmiechnął się na myśl, że już niedługo się to wszystko skończy i znów będzie razem z Jade. Wszystko by się zapewne udało, ale nie wziął pod uwagę pewnego czynnika.
      Gdy Jasper nie wszedł po paru minutach do kaplicy, tak jak powiedział, Elija opuścił ją, nie zważając na oburzone spojrzenia pozostałych uczestników mszy, które mu posyłali i poszedł go szukać. Odszedł spory kawałek od tego świętego miejsca, czując jak z zimna drętwieją mu dłonie i stopy, a całe ciało drży. Myślał, że chłopak nie mógł się oddalić zbyt daleko, więc nie zabrał płaszcza i szalika.
     Kiedy przechodził przez bramę wiatr nagle przybrał na sile, a z nieba zaczął padać gęsty śnieg, znacznie zmiejszając widoczność. Białe płatki wirowały wokół Eliji, niemal jak trąba powietrzna, a on czuł, że to nagle pogorszenie pogody nie jest dziełem przypadku. Osłaniał dłonią oczy, próbując cokolwiek dojrzeć, niestety bez powodzenia. Przez mlecznobiałą ścianę, wypełnioną huczeniem wiatru i dużymi płatkami śniegu zdołał przebić się jedynie nie tyle co odległy, a stłumiony gwizd zbliżającego pociągu. Wytężył wzrok, z trudem dostrzegając szczupłą sylwetkę człowieka, który brnął i potykał się co chwilę w śniegu sięgającym mu kolan, a mimo to wytrwale parł dalej.
Elija zrobił jeszcze parę dużych kroków poprzez zaspy i już mógł otoczyć zgrabiałymi z zimna palcami nadgarstek Jaspera i zatrzymać go szarpnięciem w miejscu, co też niezwłocznie uczynił. W tej samej chwili pogoda uspokoiła się, płaty śniegu opadły na ziemię, a powietrze stało się przejrzyste.

***

     Poczuł jak całe ciało Jaspera sztywnieje, a on sam odwraca się, spoglądając na niego dziwnie pustym wzrokiem. Przerażającym wzrokiem, który sprawił, że Elija, widząc go, puścił rękę chłopaka i zaczął się pospiesznie cofać, omal nie wywracając się do tyłu przez śnieżną zaspę, praktycznie uniemożliwiającą mu stawianie normalnych kroków, zwłaszcza, że szedł tyłem. Wszystko stało się nagle nieważne, byleby jak najszybciej się od niego oddalić.
     Niestety, nie udało mu się zajść zbyt daleko, gdy palce Jaspera, ani ciepłe, ani zimne, otoczyły ciasno jego szyję i uniosły go w górę, mocniej zacieśniając uścisk. Elija chwycił mocno za nadgarstki swojego napastnika i z wielkim trudem zaczerpnął być może ostatni haust powietrza. Szybko przez oczami pojawiły mu się czarne plamy. Czuł silny ból w klatce piersiowej, kiedy wymęczone płuca z całych sił usiłowały utrzymać go przy życiu jeszcze przez chwilę. Jęknął, kiedy paznokcie wbiły mu się boleśnie w skórę szyi, jeszcze bardziej zmniejszając dopływ tlenu utrzymującego ludzi przy życiu. Zamachał rozpaczliwie nogami, być może nawet w coś trafił, ale w ogóle tego nie poczuł. Miał wrażenie, że powoli zaczyna się zapadać w jakiś miękki puch, jakby w pierzynę, ale ostatkiem sił udało mu się ją odepchnąć. Jeszcze nie teraz… Jeszcze nie mogę umrzeć… I nie tak... Nie z rąk kogoś, kogo uważałem za swojego najlepszego przyjaciela...
     Po policzkach spłynęły mu ciurkiem łzy, a z gardła wydostał się urywany, stłumiony szloch, zaraz zastąpiony przez ciche rzężenie, połączone z desperackimi próbami zaczerpnięcia powietrza i odrobiny krwi pieniącej się w kąciku jego ust. Po brodzie spłynęła mu strużka śliny, wymieszana z krwią. Nie otwierał oczu. Nie chciał widzieć twarzy Jaspera, być może wykrzywionej w potwornym grymasie. Taki widok z całą pewnością prześladowałby go potem w snach, jeśli w ogóle miał mieć jakieś "potem".
     Nagle okrutne ręce puściły jego szyję i upadł w śnieg, którego zimna w ogóle nie poczuł. Twarz, gardło i płuca paliły go żywym ogniem, sprawiając, że był naprawdę przykonany o tym, iż płonie, a nie "tylko" stał się ofiarą próby uduszenia. Wzdrygnął się i zadrżał gwałtownie, gdy ktoś poklepał go mocno zimnymi dłoniami po rozpalonych policzkach. Czyjaś ręka wsunęła się pod jego plecy i uniosła go do góry, sprawiając, że głowa opadła mu do tyłu, a w karku coś mu przeskoczyło, powodując jeszcze większy ból. Poczuł dłoń we włosach i w tej samej chwili został przyciśnięty do czegoś miękkiego.
- Przepraszam - do jego uszu dobiegł cichy szept i z powrotem został ułożony na śniegu.
- Elija, spójrz na mnie, do cholery! - ten sam głos, co przed chwilą, teraz natarczywy, najwidoczniej postanowił nie dać mu spokoju. W jego umyśle pojawiła się myśł, że chyba jednak nie umarł. W niebie nie musiałby tak cierpieć.
     Uniósł z wysiłkiem powieki i zobaczył tuż nad sobą niewyraźną twarz otoczoną przydługimi czerwonymi kosmykami włosów. Nie przyjrzał się jej dokładnie, gdyż nagle coś zakotłowało się gwałtownie w jego płucach i podeszło do gardła. Przechylił się na bok i w tej samej ciecz wydobyła się z jego ust, barwiąc śnieg na czerwono. Z trudem łapał oddech, zaraz zaczynając kaszleć i wypluwając jeszcze więcej kropli krwi.
Został z powrotem ułożony na plecach, a ciepłe ręce spoczęły mu na szyi, otaczając ją lekko.
- Nie...! - zawołał ochryple, zaciskając na nich palce. - Jasper, nie chcę...!
- Ciii, nie jestem nim. Nie bój się, nie zrobię ci nic złego - dobiegł go cichy głos, zupełnie inny od jasperowego. Jednocześnie poczuł, że jest głaskany po ramieniu. - Pomogę ci i poczujesz się lepiej.
- Czy ja umieram? - zapytał, wpatrując się w twarz nieznajomego, którą zasłaniały czarne plamy.
- Nie. Kaszlałeś, to znaczy, że nic ci nie będzie - uspokoił go i znów ulożył delikatnie dłonie na jego szyi. - Już zaraz będzie po
wszystkim".


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuje za każdy komentarz :)