29 sie 2014

Zhou Wei Hui "Szanghajska kochanka"


"Był taki wysoki, przystojny chłopak, stały bywalec Zielonego Badyla, który przesiadywał tu godzinami, pując kawę i czytając książkę. Lubiłam obserwować zmiany wyrazu jego, śledzić każdy jego ruch. Chyba wiedział, że mu się przyglądam, ale nigdy nie powiedział ani słowa.
 To znaczy do dnia, w którym dał karteczkę z napisem >>Kocham cię<< oraz swoim nazwiskiem i adresem.
 Urodzony w Roku Zająca i rok ode mnie młodszy, po prostu mnie oczarował. Trudno powiedzieć, co sprawiło, że wydał mi się tak pociągający, lecz jakoś wiązało się to z jego zmęczeniem życiem i pragnieniem miłości.
 Zewnętrznie stanowimy dwa kompletnie różne typy. Ja, pełna energii i ambicji, widzę świat jako pachnący owoc, który tylko czeka, aby go zjeść. On, zamknięty w sobie i romantyczny, ma świat za ciastko przybrane arszenikiem; powoli zatruwa się każdym kolejnym kęsem. A jednak te odmienności tylko wzmogły nasze wzajemne przyciąganie, na podobieństwo przyciągania nierozdzielnych, choć przeciwstawnych, biegunów magnesu. Błyskawicznie się w sobie zakochaliśmy".

"Po śmierci ojca Tiantian na pewien czas stracil mowę. Wtedy, w pierwszej klasie, rzucił liceum. Samotne dzieciństwo zdążyło zmienić go w nihilistę. Awersja do świata zewnętrznego sprawiała, że połowę życia spędzał w łóżku, czytając, oglądając filmy na wideo, paląc, dumając nad przewagą życia nad śmiercią i ducha nad ciałem, dzwoniąc podpod 0700, grając w komputerowe gry, śpiąc. Przez resztę czasu malował, chodził ze mną na spacery, jadł, robił zakupy, myszkował po księgarniach i sklepach z płytami, przesiadywał w kawiarniach lub chodził do banku. Kiedy potrzebował pieniędzy, szedł na pocztę i w ślicznych niebieskich kopertach wysyłał listy do matki".

 "Sobota. Bezchmurnie. Przyjemne ciepło w mieszkaniu. Budzę się dokładnie o wpół do dziewiątej, a obok mnie otwiera oczy Tiantian. Patrzymy na siebie przez chwilę, a potem w milczeniu zaczynamy się całować. Nasze wczesnoporanne pocałunki są czułe, tkliwe i gładkie jak rybki trzepoczące w wodzie. To obowiązkowy początek naszego dnia - i jedyna droga wyrażania seksualnych emocji.
 Tiantian po prostu nie poradził sobie z seksem. Nie jestem pewna, czy to miało związek z tragedią, która wywołała jego problemy psychiczne, ale pamiętam pierwszy raz, kiedy byliśmy w łóżku. Gdy odkryłam, że jedt impotentem, byłam zdruzgotana do tego stopnia, że nie wiedziałam, czy potrafię z nim zostać. Od czasów college'u uważałam seks za podstawową potrzebę (chociaż zdążywał już zmienić zdanie na ten temat).
 Niezdolny wejść we mnie, patrzył oniemiały, a całe ciało pokryte miał zimnym potem. Pierwszy raz z dziewczyną w swoimdwudziestoparoletnim życiu.
 W męskim świecie zdolność zdolność uprawiania seksu jest ważna, jak samo życie, każde jej ograniczenie to nieznośny ból. Płakał, ja też. Przez resztę nocy całowaliśmy się, dotykaliśmy i szeptaliśmy do siebie. Wkrótce nauczyłam się uwielbiać jego słodkie pocałunki i delikatny dotyk. Pocałunki czubkiem języka przypinają roztopione lody. To on nauczył mnie, że pocałunek ma własną duszę i barwę.
 Dobry, kochający i ufny jak delfin; te cechy jego charakteru zawładnęły moim dzikim sercem. To, czego nie mógł mi dać - ostre krzyki, czy wybuchy namiętności, seksualna duma, czy orgazm - straciło znaczenie.
 W >>Nieznośnej lekkości bytu<< Milan Kundera podaje klasyczną definicję miłości:
 >>(...) kochać się z kobietą i spać z nią to dwie namiętności nie tylko różne, ale prawie przeciwstawne. Miłość nie wyraża się w pragnieniu spółkowania (to pragnienie dotyczy niezliczonej ilości kobiet), ale w pragnieniu wspólnego snu (to pragnienie fotyczy jednej jedynej kobiety)<<.

" - Pójdziesz ze mną do Zielonego Badyla? - zapytałam, zanosząc dużą szklankę mleka do łazienki zasnutej kłębami pary.
 Tiantian miał zamknięte oczy i ziewnął szeroko jak ryba.
  - Coco, mam pomysł - powiedział cichym głosem.
 - Jaki? - podałam mu mleko, ale nie wziął go do ręki, tylko pochylił się w przód i pociągnął łyczek.
 - Czemu nie rzucisz tej pracy w kawiarni?
 - I co miałabym potem robić?
 - Mamy dość pieniędzy, żeby nie pracować. Mogłabyś napisać powieść.
 Okazało się, że rozważał ten pomysł od jakiegoś czasu; chciał, żebym napisała powieść, która szturmem podbije literacki świat.
 - W księgarniach nie ma teraz nic wartego przeczyrania, same czcze historie - oznajmił.
 - Dobrze - stwierdziłam - ale nie tak zaraz. Muszę jeszcze trochę popracować. W kawiarniach spotyka się czasami interesujących ludzi.
 - Jak chcesz - wymamrotał.
 To było jego ulubione wyrażenie, oznaczające, że usłyszał, przyjął stwierdzenie do wiadomości i nie ma nic więcej do dodania".

"Widziałem drapacze chmur, znikające w zawierusze śnieżnych płatków. Widziałem je wynurzające się w ten sam widmowy sposób, jak wtedy, gdy wyszedłem. Widziałem światła prześlizgujące się między ich żebrowaniami. Widziałem całe miasta rozpostarte od Harlemu po Battery, ulice zapchane przez radośnie śpieszące się mrówki, pustoszejące kina. Niejasno myślałem o tym, co, do licha, stało się z moją żoną.

Henry Miller"

"Kiwnęłyśmy głowami i wymieniłyśmy uśmiechy, ponieważ to, że obie jesteśmy przyjaciółkami Tiantiana, delikatnego jak motylek, z miejsca wzbudziło w nas gotowość, by się polubić i zaufać sobie. A jednak jej pierwsze słowa zupełnie mnie zaskoczyły.
- Tiantian tak często opowiadał o tobie przez telefon. Zawsze mówi godzinami. Tak bardzo cię uwielbia, że robię się zazdrosna. - Roześmiała się, nisko i ochryple niczym aktorka w jednym z tych starych hollywoodzkich filmów.
Zerknęłam na Tiantiana, który starał się wyglądać tak, jaby niczego podobnego nie robił.
- Lubi poplotkować przez telefon. Za to, co miesięcznie wydaje na rachunki, można by kupić trzydziestojednocalowy telewizor - stwierdziłam bezmyślnie i natychmiast zdałam sobie sprawę, że wszystko widzieć w kontekście pieniędzy jest bardzo w złym guście.
- Słyszałam, że jesteś pisarką - powiedziała Madonna.
- Cóż, minęło już trochę czasu, odkąd coś napisałam. Właściwie... tak naprawdę nie mogę się uznać za pisarkę. - Czułam się trochę zawstydzona; sama chęć by zostać pisarzem nie wystarczy.
Tiantian wszedł mi w słowo.
- O, Coco opublikowała już zbiór opowiadań. Bezbłędny. Jest taka spostrzegawcza. Będzie bardzo popularna. - oświadczył spokojnie, bez śladu pochlebstwa w głosie".

"- Moja kochana, jest parę historii, które bardzo bym chciała ci opowiedzieć... to znaczy jeżeli naprawdę chcesz napisać yen swój bestseller. - Uściskała mocno także Tiantiana. - Mój mały nicpoń - powiedziała. - Dobrze się opiekuj swoją ukochaną. Miłość to najpotężniejsza rzecz na ziemi. Może nauczyć latać i zapomnieć o wszystkim innym. Dzieciak taki jak ty bez miłości byłby zgubiony w jedej chwili...brak ci odporności na życie. Zadzwonię".

"- Zwariowana kobieta - oznajmił Tiantian radośnie. - Ale niezła jest, czyż nie? Leczyła mnie z myśli o zrobieniu czegoś głupiego, kiedy za długo siedziałem sam w pokoju.Zabierała mnie wtedy na przejażdżki o północy po wiaduktach. Masę piliśmy, paliliśmy trawkę i wałęsaliśmy się w chmurach do zachodu słońca. A potrm spotkałem ciebie. To wszystko było na przeznaczone - ciągnął. - Naprawdę nie jesteś taka jak Madonna i ja. Należymy do innych gatunków. Jesteś ambitna i pełna wiary w przyszłość. To ty i twoja motywacja dajecie mi powód do życia. Wierzysz mi? Ja nigdy nie kłamię.
- Idiota - powiedziałam, szczypiąc go w pupę.
- Z ciebie też wiariatka! -Stęknął z bólu.
Dla Tiantiana każdy, kto wykraczał poza granice normalności, a już zwlaszcza każdy pacjent szpitsla psychiatrycznego, zasługuje na podziw. Jego zdaniem wariatów uważa się za szalonych tylko dlatego, że ich inteligencja pozostaje niezrozumiała dla reszty społeczeństwa. Tiantian uważa, że piękno jest wiarygodne tylko wtedy, gdy łączy się ze śmiercią albo beznadzieją, nawet ze złem. Jak u epileptyka Dostojewskiego, van Gotha, który obciął sobie ucho, impotenta Dalego, homoseksualisty Allena Ginsberga czy gwiazdki filmowej Frances Farmer, którą wsadzono do szpitala i poddano lobotomii w czasach McCarthowskich polowań na czarownice. Albo u irlandzkiego piosenkarza Gavina Fridaya, który całe życie nie zmywał grubej warstwy jaskrawego makijażu. Albo u Henry'ego Millera, który w czasach największej biedy spacerował przed restauracją, tak i z powrotem, żeby podprowadzić kawałek steku, i błąkał się po ulicach, żebrżąc o dziesięć centów na metro. Dla niego ci ludzie są jak dzikie kwiaty tryskające wigorem, a żyjące i umierające samotnie".

"i grzeczne dziewczynki idą do nieba, a złe wszędzie.
Jim Steinman"

"Kobieta, która wybiera zawód pisarki, często robi to, żeby ustawić się właściwej pozycji w zdominowanej przez mężczyzn społeczeństwie.
Erica Jong"

"Jakim jestem człowiekiem? Dla matki i ojca niegrzecznym dzieciakiem, pozbawionym sumienia (zanim skończyłam pięć lat, nauczyłam się tupać nogami, hardo ściskając w garści lizaka".

"- I... nie dajesz się przejrzeć. Może wszyscy urodzeni pisarze cierpią na rozdwojenie osobowości. Rozumiesz, niezbyt można im ufać".

"W domu rozkładałam śnieżnobiały przyszły rękopis i od czasu do czasu zerkałam na swoje odbicie w lusterku, żeby sprawdzić, czy na twarzy maluje mi się mądrość i wyrafinowanie prawdziwego pisarza. Tiantian miękko chodził po mieszkaniu, nalewał mi oranżadę Suntory, szykował dla sałatkę z sosem Mother's Choice, podawał czekoladki Dove, żeby wspomóc natchnienie, wybierał płyty stymulujące, a nienatrętne i regulował poziom klimatyzacji".

"Nie płacz, nie mów o rozłące. Chcę tylko odlecieć na drugą stronę nocy. Nasze życie jest krótkie i gorzkie, a romantyczne marzenia giná bez śladu".

"Zerknęłam na sofę w kącie. Tiantian z opuszczoną głową zwijał jointa. W ręku miał plastikową torebkę zawierającą kilka uncji marihuany. Zawsze palił mnóstwo marihuany w początkowej fazie okresu izolacji".

"Zerknęłam na Tiantiana, kompletnie nieprzytomnego. Może i był chudy, ale gdy tracił świadomość, robił się ciężki jak słoniątko".

"- Dobra - powiedziałam. - Oczywiście tego, czy dana osoba jest zdolna do miłości, nie można osądzać po wzroście, ale i tak chcę o tym wszystkim zapomnieć. Spore fragmenty życia da się puścić w niepamięć, a z tego, co wiem, im mniej przyjemne człowiek ma wspomnienia, tym szybciej o nich zapomina.

"- I dlatego będziesz dobrą pisarką. Pisarz grzebie przeszłość we własnych słowach - stwierdził David uprzejmie".

"Właśnie zarobiliśmy prawie tysiąc juanów. Tiantian aż podskakiwał, uściskał mnie i dał całusa.
- A jednak potrafię zarobić coś sam! Nawet nie wiedziałem - stwierdził, zaskoczony, ale zadowolony.
- Zgadza się. Jesteś nadzwyczajny. Kiedy tylko zechcesz, możesz odnieść sukces w wielu sprawach. - Starałm się dodać mu odwagi.
 Zjedliśmy obiad w pobliskiej restauracji. Oboje mieliśmy nadzwyczajnie dobre apetyty i nawet pośpiewaliśmy sobie angielskie piosenki miłosne w prywatnej loży karaoke z nędznym nagłośnieniem.>>Mój kochany, będę obok, jeśli zgubisz drogę. Mój kochany, jeśli zranisz się, przelękniesz, będę obok<< - brzmiała stara szkocka piosenka folkowa".

"Oczywiście, nawet gdybym nie poznala Marka, mogłabym spotkać kogoś innego, kto by mnie uwiódł. Życie z Tiantianem miało zbyt wiele drobnych pęknięć, których nie potrafiliśmy załatać, więc zawsze istniało zagrożenie, że jakaś zewnętrzna siła dostanie się do środka".

"Naukowcy dowiedli (za pomocą całkowicie nieludzkich doświadczeń), że umieszczenie samotnego człowieka w zamkniętym pokoju na cztery dni wystarcza, żeby sprowokować go do skoku przez okno z prędkością kamienia wystrzelonego z katapulty. Bardzo łatwo jest zwariować".

"- A co z Czarodziejką? Jesteście w kontakcie? - wygrzebałam z pamięci imię jego dawnej dziewczyny z sieci.
- Często się spotykamy przy kawie, idziemy obejrzeć film albo zagrać w tenisa.
- Dzięki Bogu. Widać moje przeczucie na jej temat się nie sprawdziło. Wygląda na to, że naprawdę się wam układa. Ożenisz się z nią?
- Mowy nie ma. Czarodziejka jest dziewczyną tylko w sieci, w rzeczywistości to facet - poprawił mnie szybko. Widząc moje zaskoczenie, wyjaśnił: - Oczywiście jesteśmy tylko przyjaciółmi, kropka. - Zaśmiał się, nie obchodziło go, czy w to wierzę.
- Jeśli udawal w sieci, że jest dziewczyną by przyciągnąć facetów, musi mieć jakieś kompleksy - stwierdziłam.
- Tak, długi czas myślał o operacji zmiany płci. Spotykam się z nim, bo jest miły i inteligentny. Wie, że nie jestem gejem, ale przecież możemy być przyjaciółmi, zgadza się?
- Chciałabym poznać Czarodziejkę, poważnie. Musi być wyjątkowy".

"Na artystach nie można polegać; są niestali, a żyją w pogoni za sztuką, nie jakąś konkretną kobietą".

"Miałam niejasne uczucie déjà vu: żółtawa woda, sine niebo, upstrzony plamami rdzy dziób, przechylający się lekko, powoli nacierający na molo, cale od brzegu. Przypominało to zbliżanie się do człoweka, dotykanie innego świata. Trochę bliżej, jeszcze bliżej, ale być może nigdy nie dojdzie do zetknięcia. Może zbliżamy się tylko po to, żeby się w końcu rozdzielić".

"Powieść mnie zahipnotyzowała. Aby ukazać jedną gorącą scenę tak realistycznie, jak to możliwe, próbowałam pisać nago. Wielu ludzi wierzy w związek między umysłem a ciałem".

"- Powinnaś była nie dać im się dotknąć albo pozwolić ulec namiętności. Stało się tak, że on ją całuje, a potem grzecznie mówi do widzenia i odchodzi. Co to ma znaczyć? Taka sytuacja przypomina drapanie się przez but.. niezręczne, niedokończone uczucie, gorsze niż deszczowy dzień latem. Można sobie wyobrazić, że tej nocy oboje przewracają się w łóżku bezsennie. W dzisiejszych czasach wszystkie historie miłosne są takie. To przygnębiające".

"Ostatni pociąg, sapiąc, wtoczył się na stację i kiedy weszłam do wagonu poczułam przyjemny zapach męskiego ciała. Dokładnie tak napisałam w Kochankach z metra: >>Unosiły się zmieszane zapachy tytoniu, wody kolońskiej, świeżego powietrza i jego ciała i to zaczarowane powietrze przyprawiało ją o lekki zawrót głowy<<. Nie mogłam się powstrzymać od ciągłego odwracania i sprawdzania, co mam za plecami. Zastanawiałam się, czy bohater powieści może naprawdę, z własnej woli, objawić się w autorce. Ale nie dało się stwierdzić, które męskie ciało obok mnie wydziela te wonie, i porzuciłam swoje marzenia. Czułam jednak, że w naszym miejskim poczucizwłaszcza w nocy) istnieje cudowne ppoczuci tajemnicy, subtelnie wszystko przenikające".

"Życie przypomina przewlekłą chorobę i znalezienie czegoś interesującego do roboty to coś w rodzaju długotrwałego leczenia".

"Można kochać się namiętnie, martwić bez końca, stwarzać prawdy albo niszczyć marzenia".

"Odkąd, od kiedy skończyła się ciemna noc, było już za późno na odmowę. Było za późno, żeby przestać cię kochać.
Marguerite Duras"

"Jeśli zaboli cię lewa stopa, mnie zacznie boleć prawa. Jeżeli dławi cię życie, ustanie także mój oddech. Jeżeli wtedy, gdy chcesz wyrazić swoją miłość, nie mi nic oprócz czarnej dziury, ja także nie będę w stanie się kochać. Jeżeli sprzedasz swoją duszę diebłu, sztylet ugodzi także moją pierś".

"Nie wierzę, że uda mi się przewidzieć los tej książki. Stanowi od część mojego przeznaczenia i nie potrafię zapanować nad nim. Nie mogę też dłużej brać odpowiedzialności za postaci i opowieść - wytwory mojej wyobraźni. Teraz, kiedy trafiły na papier, przyszedł czas, żeby żyły i umierały na własną rękę.
 Zmęczona i słaba nie chcę patrzeć na siebie w lustrze".

25 sie 2014

Carlos Ruiz Safon, "Książę Mgły"


"Ale w życiu nie zawsze dzieje się tak, jak chcemy".

" Te ostatnie dziesięć metrów wynurzania było niekończącą się agonią. Kiedy wreszcie wypłynąl na powierzchnię, poczuł się, jakby darowano mu życie".

Lev Grossman, "Czarodzieje"


Wtedy złamię laskę
I w trzewiach ziemi zagrzebię, a księgę
Zatopię w morzu, głębiej niż potrafi
Sięgnąć najdłuższa sonda.

Wiliam Szekspir, Burza, akt V, scena 1
przeł. Stanisław Barańczak

    "Powinienem być szczęśliwy, pomyślał Quentin. Jestem młody, żyję, zdrowie mi dopisuje. Mam przyjaciół. Mam dwoje w zasadzie nieużywanych rodziców - znaczy się tatę, redaktora podręczników do medycyny, i mamę, rysownika reklam z niespełnioną ambicją zostania poważną malarką. Należę do solidnej klasy średniej. I mam średnią ocen wyższą, niż większość ludzi jest sobie w stanie wyobrazić.
    Niemniej, idąc w czarnym płaszczu i szarym wyjściowym garniturze Piątą Aleją Brooklynu, zdawał sobie sprawę, że wcale nie jest szczęśliwy. Dlaczego? Tak starannie kolekcjonował wszystkie elementy skladające się na szczęście. Odprawił wszystkie konieczne rytuały, wypowiedział właściwe słowa, zapalił świece, złożył ofiary. Jednakże szczęście, niczym niepoważny duch, nie chciało się pojawić. Nie mial pojęcia, co jeszcze powinien zrobić". 17.08.2014r. 00:44

    "Ale w Fillory tkwiła bardziej uwodzicielska i bardziej niebezpieczna prawda, taka, której nie potrafił się wyzwolić. Zupełnie tak, jakby książki o Fillory - szczególnie pierwsza - Świat w ścianach - opowiadały o samym czytaniu. Kiedy najstarszy z Chatwinów, melancholijny Martin, otwiera stojący zegar w ciemnym wąskim holu domu ciotki i przechodzi do Fillory (Quentin zawsze wyobrażał sobie, że odsuwa na bok wahadło, jak języczek w w ogromnym gadle) to tak jakby otwierał okładkę książki, lecz takiej, który robi to, co książki zawsze obiecują zrobić i nigdy nie dotrzymują słowa: sprawia, że opuszczasz, naprawdę opuszczasz miejsce, gdzie się znajdujesz, i wkraczasz zupełnie gdzie indziej".

"Nazywam się Henry Fogg... tylko bez żartów, proszę. Zapewniam, że słyszałem już wszystkie".

"Nikt nie będzie wiedział, co tutaj robisz. Zrezygnujesz ze wszystkiego. Z dawnych przyjaciół, planów na przyszłość, ze wszystkiego. Stracisz jeden świat, ale zyskasz inny. Brakebillis stanie się twoim światem. Wiem, że nielatwo podjąć taką decyzję".

"Dotąd balansował na skraju poważnej depresji, a nawet gorzej, niemal się nauczył, jak na serio się znielubić. Omal nie wyrządził sobie takiej wewnętrznej szkody, z jakiej nie sposób się uleczyć".

"Po drugie, to bardzo trudne, a oni nie cierpią na obsesje i nie są na tyle nieszczęśliwi, by włożyć w to dość wysiłku".

"Rozpoznawał tą zirytowaną, nieprzyjemną i nieszczęśliwą osobę, w którą się zmieniał; dziwnie przypominała ona tego Quentina, którego zostawił w Brooklynie".

"Myślę, że jesteście czarodziejami, ponieważ jesteście nieszczęśliwi. Czarodziej jest silny dlatego, że czuje ból. Czuje różnicę poniędzy tym, czym jest świat, i tym, co może z nim zrobić. Bo jak sądzicie, czym jest to coś w waszych piersiach? Czarodziej jest silny, ponieważ cierpi bardziej niż inni. Jego rana jest jego siłą. Większość ludzi nosi w sobie ten ból przez całe życie, póki nie zdołają go jakoś zabić albo póki on ich nie zabije. Wy natomiast, moi przyjaciele, wy znaleźliście inne wyjście, sposób na wykorzystanie bólu. Spalacie go jak paliwo, dla światła i ciepła, które daje. Nauczyliście się łamać świat, który próbował złamać was".

"Kto by pomyślał, że kiedy to osiągnie, kiedy przejdzie przez to wszystko, nadal nie będzie nic czuł? Czego mu brakuje? A może to przez niego? Skoro nie jest szczęśliwy nawet tutaj, nawet teraz, czy aby nie ma w tym jego winy? Kiedy tylko chwytał szczęście, rozpływało się w powietrzu i pojawiało gdzie indziej. Jak Fillory, jak wszystko co dobre szczęście nie chciało trwać. Co za okropna świadomość".

"Boże, ludzie zachowują się czasami jak banda palantów".

"Przestań czekać. To jest to: nie ma niczego innego. To jest tutaj, więc zacznij się tym cieszyć, inaczej wszędzie będziesz nieszczęśliwy, przez resztę życia, zawsze".

"Poczuł, jak znów ogarnia go uczucie oddalenia od wszystkiego. Jego gorący gniew i smutek stygły, pojawiała się na nich błyszcząca warstewka, twardy przeźroczysty lakier obojętności. Skoro nie może wrócić, będzie się musiał zachowywać w przyszłości inaczej. Cz,uł, jak nieskończenie lepsze i bezpieczniejsze jest takie podejście. Sztuka polega na tym, żeby niczego nie pragnąć. W tym tkwi siła. To jest odwaga: odwaga, żeby nie kochać nikogo i nie mieć na nic nadziei".

18 sie 2014

16#

~13 października kupiłam sobie roślinę o nazwie Rypsalis. Następne podlewanie xxx, a przesadzanie dopiero na wiosnę. Będę musiała kupić ładną doniczkę.

15 października kupiłam pojemnik na ołówki ze słodkimi psiakami.

16 października rozmawiałam ze swoją byłą na gg (mieszka w innym mieście). Powiedziała mi, że planuje do mnie wrócić i że było jej ze mną dobrze.
Nie wiem, co o tym myśleć, ale... mnie też nie było najgorzej. Nie wiem, co się zmieniło przez ten prawie rok (październik), który minął od naszego rozstania. Chyba zapytam o to. Powiedziała, że było jej ze mną dobrze... To chyba świadczy o tym, że jest we mnie coś... dobrego i że jestem coś warta. Mam ochotę powiedzieć jej "kocham cię", ale wiem, że na to jeszcze zbyt wcześnie, jeśli coś takiego będzie kiedykolwiek możliwe.

~Wczoraj wyobrażałam sobie, że wysiadam z pociągu na peron, patrzę w prawo, ona idzie w moją stronę, więc odkładam torbę i, gdy już podchodzi, obejmuję ją mocno, mocno, wtulam twarz w jej ramię, szyję, włosy, i nie puszczam, dopóki nie poczuję, że wszystko jest z powrotem na swoim miejscu, że wszystko jest już dobrze.
Wiem, że będzie znów ukrywać nasz związek przed rodziną, znajomymi, ale jakoś muszę się z tym pogodzić, jeśli chcę z nią być i jeśli nie chcę jej stracić.
Przepraszam za wszystko, Leeteuk.

Wczoraj, 17 października, dopisałam następny fragment do swojego kolejnego opowiadania. Dopisana część została oddzielona trzema gwiazdkami.

"     Jasper szedł wzdłuż torów z każdym krokiem zapadając się w śniegu po kostki. Miał na sobie elegancki garnitur w którym brakowało marynarki, koszula była wyjęta ze spodni, a krawat nie ściskał go już pod szyją. Rozpiął guziczki przy mankietach i podwinął rękawy do łokci, czując na przedramionach, jak i na całym ciele podmuchy wiatru, od których jednak nie było mu zimno. Wpatrywał się w dal, mrużąc lekko oczy od drobnych płatków lecących w jego stronę. Oblizał nerwowo wargi, mimo że nie były spierzchnięte, ani nawet wysuszone. Temperatura powietrza była zdecydowanie poniżej zera, ale on nie odczuwał tego żadną, nawet najmniejszą, komórką swojego ciała, a z jego ust nie wydobywały się obłoczki pary. Czuł głęboki spokój - wiedział, że nikt mu nie przeszkodzi w tym, co planował. W końcu nikomu o tym nie powiedział, a poza tym zniknął niepostrzeże z cmentarza, gdy wszyscy żałobnicy weszli do małej katedry na mszę.
     W pewnym momencie rozległ się gwizd pociągu. Na linii drzew ukazała się czerwona lokomotywa zbliżająca się powoli, acz nieubłagalnie. Uśmiechnął się na myśl, że już niedługo się to wszystko skończy i znów będzie razem z Jade. Wszystko by się zapewne udało, ale nie wziął pod uwagę pewnego czynnika.
      Gdy Jasper nie wszedł po paru minutach do kaplicy, tak jak powiedział, Elija opuścił ją, nie zważając na oburzone spojrzenia pozostałych uczestników mszy, które mu posyłali i poszedł go szukać. Odszedł spory kawałek od tego świętego miejsca, czując jak z zimna drętwieją mu dłonie i stopy, a całe ciało drży. Myślał, że chłopak nie mógł się oddalić zbyt daleko, więc nie zabrał płaszcza i szalika.
     Kiedy przechodził przez bramę wiatr nagle przybrał na sile, a z nieba zaczął padać gęsty śnieg, znacznie zmiejszając widoczność. Białe płatki wirowały wokół Eliji, niemal jak trąba powietrzna, a on czuł, że to nagle pogorszenie pogody nie jest dziełem przypadku. Osłaniał dłonią oczy, próbując cokolwiek dojrzeć, niestety bez powodzenia. Przez mlecznobiałą ścianę, wypełnioną huczeniem wiatru i dużymi płatkami śniegu zdołał przebić się jedynie nie tyle co odległy, a stłumiony gwizd zbliżającego pociągu. Wytężył wzrok, z trudem dostrzegając szczupłą sylwetkę człowieka, który brnął i potykał się co chwilę w śniegu sięgającym mu kolan, a mimo to wytrwale parł dalej.
Elija zrobił jeszcze parę dużych kroków poprzez zaspy i już mógł otoczyć zgrabiałymi z zimna palcami nadgarstek Jaspera i zatrzymać go szarpnięciem w miejscu, co też niezwłocznie uczynił. W tej samej chwili pogoda uspokoiła się, płaty śniegu opadły na ziemię, a powietrze stało się przejrzyste.

***

     Poczuł jak całe ciało Jaspera sztywnieje, a on sam odwraca się, spoglądając na niego dziwnie pustym wzrokiem. Przerażającym wzrokiem, który sprawił, że Elija, widząc go, puścił rękę chłopaka i zaczął się pospiesznie cofać, omal nie wywracając się do tyłu przez śnieżną zaspę, praktycznie uniemożliwiającą mu stawianie normalnych kroków, zwłaszcza, że szedł tyłem. Wszystko stało się nagle nieważne, byleby jak najszybciej się od niego oddalić.
     Niestety, nie udało mu się zajść zbyt daleko, gdy palce Jaspera, ani ciepłe, ani zimne, otoczyły ciasno jego szyję i uniosły go w górę, mocniej zacieśniając uścisk. Elija chwycił mocno za nadgarstki swojego napastnika i z wielkim trudem zaczerpnął być może ostatni haust powietrza. Szybko przez oczami pojawiły mu się czarne plamy. Czuł silny ból w klatce piersiowej, kiedy wymęczone płuca z całych sił usiłowały utrzymać go przy życiu jeszcze przez chwilę. Jęknął, kiedy paznokcie wbiły mu się boleśnie w skórę szyi, jeszcze bardziej zmniejszając dopływ tlenu utrzymującego ludzi przy życiu. Zamachał rozpaczliwie nogami, być może nawet w coś trafił, ale w ogóle tego nie poczuł. Miał wrażenie, że powoli zaczyna się zapadać w jakiś miękki puch, jakby w pierzynę, ale ostatkiem sił udało mu się ją odepchnąć. Jeszcze nie teraz… Jeszcze nie mogę umrzeć… I nie tak... Nie z rąk kogoś, kogo uważałem za swojego najlepszego przyjaciela...
     Po policzkach spłynęły mu ciurkiem łzy, a z gardła wydostał się urywany, stłumiony szloch, zaraz zastąpiony przez ciche rzężenie, połączone z desperackimi próbami zaczerpnięcia powietrza i odrobiny krwi pieniącej się w kąciku jego ust. Po brodzie spłynęła mu strużka śliny, wymieszana z krwią. Nie otwierał oczu. Nie chciał widzieć twarzy Jaspera, być może wykrzywionej w potwornym grymasie. Taki widok z całą pewnością prześladowałby go potem w snach, jeśli w ogóle miał mieć jakieś "potem".
     Nagle okrutne ręce puściły jego szyję i upadł w śnieg, którego zimna w ogóle nie poczuł. Twarz, gardło i płuca paliły go żywym ogniem, sprawiając, że był naprawdę przykonany o tym, iż płonie, a nie "tylko" stał się ofiarą próby uduszenia. Wzdrygnął się i zadrżał gwałtownie, gdy ktoś poklepał go mocno zimnymi dłoniami po rozpalonych policzkach. Czyjaś ręka wsunęła się pod jego plecy i uniosła go do góry, sprawiając, że głowa opadła mu do tyłu, a w karku coś mu przeskoczyło, powodując jeszcze większy ból. Poczuł dłoń we włosach i w tej samej chwili został przyciśnięty do czegoś miękkiego.
- Przepraszam - do jego uszu dobiegł cichy szept i z powrotem został ułożony na śniegu.
- Elija, spójrz na mnie, do cholery! - ten sam głos, co przed chwilą, teraz natarczywy, najwidoczniej postanowił nie dać mu spokoju. W jego umyśle pojawiła się myśł, że chyba jednak nie umarł. W niebie nie musiałby tak cierpieć.
     Uniósł z wysiłkiem powieki i zobaczył tuż nad sobą niewyraźną twarz otoczoną przydługimi czerwonymi kosmykami włosów. Nie przyjrzał się jej dokładnie, gdyż nagle coś zakotłowało się gwałtownie w jego płucach i podeszło do gardła. Przechylił się na bok i w tej samej ciecz wydobyła się z jego ust, barwiąc śnieg na czerwono. Z trudem łapał oddech, zaraz zaczynając kaszleć i wypluwając jeszcze więcej kropli krwi.
Został z powrotem ułożony na plecach, a ciepłe ręce spoczęły mu na szyi, otaczając ją lekko.
- Nie...! - zawołał ochryple, zaciskając na nich palce. - Jasper, nie chcę...!
- Ciii, nie jestem nim. Nie bój się, nie zrobię ci nic złego - dobiegł go cichy głos, zupełnie inny od jasperowego. Jednocześnie poczuł, że jest głaskany po ramieniu. - Pomogę ci i poczujesz się lepiej.
- Czy ja umieram? - zapytał, wpatrując się w twarz nieznajomego, którą zasłaniały czarne plamy.
- Nie. Kaszlałeś, to znaczy, że nic ci nie będzie - uspokoił go i znów ulożył delikatnie dłonie na jego szyi. - Już zaraz będzie po
wszystkim".


14 sie 2014

#15

15:30










20:56
"Do granic smutku, nawet jeśli przytulasz kogoś".
~Loveless ep 7

12 sie 2014

Haruki Murakami, "1Q84" cz. ll



"Wypić trochę sherry w letnie popołudnie, położyć się na kanapie, nie wiadomo kiedy usnąć i już więcej się nie obudzić".

"Urodzin się nie wybiera, ale można wybrać, jak się umrze".

"Zdarzało się, że ćwiczyła, zasłoniwszy sobie oczy apaszką. Nauczyła się błyskawicznie ładować na ślepo magazynek, odbezpieczać i odciągać zamek".

"Po południu rozpadało się gwałtownie. Niebo zrobiło się zupełnie czarne, o ziemię zaczęły uderzać krople wielkości drobnych kamyczków, przez pewien czas rozlegały się grzmoty. Deszcz ustał, zostały zalane po nim ulice. Wróciło słońce, zmusiło wodę do intensywnego parowania, więc miasto wypełniło się tajemniczyni mgłami. Deszcz znów sprowadził chmury, które pokryły niebo cienkim welonem. Księżyca nie było widać".

"Dzięki temu, że napisał po swojemu opowieść Fukaeri, wzmogło się w nim pragnienie, by nadać kształt książki opowieści, którą nosił w sobie".

"- No tak, jest pan jeszcze młody i zdrowy, więc nie rozumie pan takich rzeczy. Na przykład chodzi o coś takiego. Kiedy osiąga się pewien wiek, życie staje się jedynie procesem ciągłego tracenia różnych rzeczy. Ważne rzeczy wyślizgują się panu jedna po drugiej z rąk i wypadają, jak zęby wyłamywane z grzebienia. Zamiast tego dostają się panu jedynie bezwartościowe imitacje. Topnieją możliwości fizyczne, nedzieje, marzenia i ideały, pewność i sens. Kochane osoby jedna po drugiej odchodzą od pana i znikają. Żegnają się i odchodzą albo pewnego dnia bez uprzedzenia po prostu rozpływają się w powietrzu. A kiedy raz je pan straci, już nie uda się ich panu odzyskać. Nie uda się też ich nikim ani niczym zastąpić. To bardzo trudne do zniesienia. Czasem tak bolesne, jakby ktoś nas ciął nożem. Panie Kawana, lada dzień skończy pan trzydzieści lat. Będzie pan teraz po trochu wkraczał w okres zmierzchu życia. To on właśnie nadchodzi wraz z wiekiem. Pan też zaczyna stopniowo rozumieć, czym jest to dotkliwe uczucie s t r a t y czegoś. Mam rację, prawda"?

"Młody bohater tego opowiadania wyruszył w podróż z jedną walizką, gdzie oczy poniosą. Nie miał specjalnie żadnego celu. Wsiadał w pociąg i jechał, a wysiadał, kiedy jakieś miejsce go zainteresowało. Znajdował nocleg, zwiedzał kolejną miejscowość i zostawał tam tak długo, jak chciał. Kiedy mu się znudziło, znów wsiadał do pociągu i jechał dalej. Zawsze w ten sposób spędzał urlop".

"Wyciągam rękę, lecz nikogo nie dosięgam, krzyczę, lecz nikt nie odpowiada. Nic mnie z nikim nie łączy".

"Pokój zalały światła nocnego Tokio. Oświetlona Tokio Tower, latarnie wzdłuż autostrady, reflektory jadących samochodów, jasne okna wieżowców, różnokolorowe neony na dachach budynków - wszystko to połączyło się, tworząc charakterystyczny nocny blask wielkiego miasta, i oświetliło wnętrze pokoju".

"Nie była to może piżama, ale luźny strój domowy, który pozwalał się zrelaksować. Albo nadawałby się może do odpoczynku pod drzewem w jakimś południowym kraju".

"Obdarzyli mnie taką szczególną siłą. Ale w zamian domagali się różnych rzeczy. Ich życzenia stały się moim życzeniami. Były to wyjątkowo bezwzględne żądania, nie mogłem się im sprzeciwić".

"Szedłem bardzo okrężną drogą. Nie mogłem się zmusić do działania".

"Zanim zabrał się do tego opisu w >>Powietrznej poczwarce<<, zrobił ołówkiem prosty szkic. Nadał wizualny kształt obrazowi, który w sobie nosił. Potem przekształcił go w słowa. Podczas pracy nad poprawianiem powieści obrazek wisiał cały czas nad biurkiem przypięty pinezką do ściany".

10 sie 2014

Asli E. Perker, "Suflet"


    "Gdybym miał wybrać: odczuwać ból albo nie odczuwać niczego, wybrałbym ból.
    William Faulkner"

"Jej mąż, Henri"

"To był przeciętny dzień w Nowym Jorku - słoneczny, ale zimny".

"Nie należał do tych mądrych starych dusz, które przychodząc na świat, nie muszą niczego przeżywać, bo wszystkie uczucia znają na wskroś".

"Gdyby Lilia wyzbyła się nadziei na przyszłość, odebrałaby sobie życie dwa lata temu, ponieważ rozczarowanie bardzo wcześnie stało się częścią jej egzystencji".

"Nie podobało jej się, jak Amerykanie wydłużali francuskie słowa z akcentem na ostatnią sylabę. Drażniło ją wymawianie >>clichey<< zamiast >>cliché<< i >>souffley<< zamiast >>soufflé<<. Miała nadzieję, że nigdy nie stanie się aż tak amerykańska, żeby zacząć kaleczyć w ten sposób francuskie słowa".

    "Nigdy mi się nie uda zapomnieć o Clarze. Nigdy nie odzyskam sił. Już nigdy nie będę szczęśliwy".

"U boku kogoś nowego tak wiele rzeczy można zacząć od nowa. Można nawet stać się lepszym człowiekiem".

    "- Jak tam Henri?
    - W porządku... w porządku. Nic nowego. Dużo pracuje".

    "Odkąd tydzień wcześniej dokonał tego odkrycia, zaczął obsesyjnia sprzątać i szorować każdy zatłuszczony zakątek kuchni. Poszedł do sklepu i kupiwszy inne produkty Pana Propera, pozbył się najmniejszych drobin brudu w mieszkaniu. Rodziło się w nim niezdrowe uwielbienie dla środków czystości. Jeszcze trochę, a zacznie się zachwycać samowyżymającym się mopem Viledy".

    "Öyku słuchała matki uważnie i jednocześnie wyskrobywała palcem wskazującym resztki sufletu z dna foremki.Przez lata wyczyściła w ten sposób tyle  misek, garnków i patelni, że Ferda miała pewność, że jej córka wyjdzie za mąż w bardzo deszczowy dzień, jeśli wierzyć staremu porzekadłu".

"Kiedy Sabina po raz pierwszy zobaczyła Marca, przyszło jej na myśl, że może się zabić. Nie mógł znieść niczego, co przypominało mu o żonie, czyli przede wszystkim - siebie.
Gdy nie pokazywał się przez kilka tygodni, Sabina myślała: "Zrobił to, popełnił samobójstwo".

"Uniósł torebkę za ucha i przystawił ją do nosa".

5 sie 2014

Haruki Murakami, "1Q84", cz. l


1Q84 (1)

"A może ja tylko wymyślilam sobie taką hipotezę w obronie własnej? A w rzeczywistości może po prostu zwyczajnie z w a r i o w a ł a m? Uważam, że jestem zupełnie, całkowicie normalna. Myślę, że moja świadomość nie jest skrzywiona. Ale przecież większość chorych psychicznie upiera się, że są normani, a zwariował świat dookoła nich. Może wymyśliłam jakąś szaloną hipotezę o równoległych światach, żeby na siłę usprawiedliwić własne wariactwo"?

"Znaleźć słaby punkt przeciwnika, ubiec jego atak i przypuścić skoncentowaną ofensywę, żeby ten punkt rozbic. Partyzanci nie mają innej szansy wygrania z regularnym wojskiem".

"Lokal - znany bar dla samotnych - znajdował się w Roppongi. Zdobył sławę jako miejsce, do którego przychodzili samotni mężczyżni w poszukiwaniu samotnych kobiet - albo na odwrót. Było też wielu cudzoziemców. Wystrój wnętrza wzorowano na knajpie, w której przesiadywał na Bahamach Hemingway. Na ścianie wisiał marlin, z sufitu splywały sieci rybackie. Było też kilka pamiątkowych zdjęć facetów, którzy złowili olbrzymie ryby. Znalazł się nawet porter Hemingwaya. Wesoły tatuś Hemingway. Wyglądało na to, że goście nie biorą sobie do serca tego, że pod koniec życia Hemingway był alkoholikiem i zastrzelił się z dubeltówki".

"Miała zwyczaj mówić: >>Proszę się nie przejmować liczeniem kalorii. Jeżeli nabierz się wprawy w wybieraniu odpowiednich produktów i je umiarkowane ilości, nie trzeba sobie zawracać głowy żadnym liczeniem<<".

"Aomame patrzyła na czerwone wino w kieliszku. - Może się boję. Ale przynajmniej mam kogoś, kogo kocham.
- Nawet jeśli on cię nie kocha?
- Jeśli uda się pokochać choć jedną osobę, to życie ma sens. Nawet jeśli nie można być z tym człowiekiem".

"- Ale wiesz - powiedziała Aomame - czy to w przypadku menu, czy mężczyzn, czy innych rzeczy, wydaje się nam tylko, że wybieramy, ale w rzeczywistości niczego nie wybieramy. Może to wszystko jest z góry ustalone, a my pewnie tylko u d a j e m y, że wybieramy. Wolna wola to tylko złudzenie. Czasami tak myślę.
- Gdyby przyjąć takie założenie, życie byłoby okropnie ponure.
- Może i tak.
- Ale jeżeli kocha się kogoś z człego serca, choćby nawet był to jakiś straszny facet, który nic do ciebie nie czuje, życie przynajmniej ma sens. Nawet jeśli zdaje się nieco ponure".

"- Słuchaj, wiesz, czym się różnią angielskie słowa >>lunatic<< i >>insane<<? - zapytała.
- Oba są przymiotnikami oznaczającymi, że ktoś psychicznie odbiega on normy. Ale nie wiem dokładnie, czym się różnią.
- >>Insane<< to ktoś, kto prawdopodobnie od urodzenia ma coś nie tak z głową. Wskazane jest leczenie specjalistyczne. W przeciwieństwie do tego >>lunatic<< to ktoś, komu na pewien czas księżyc, czyli >>luna<<, odebrał rozum. W dziewietnastowiecznej Anglii ludziom, którzy popełnili przestępstwa, a uznano ich za lunatyków, redukowano o stopień karę. Bo uważano, że to nie ich wina. Że to światło księżyca pomieszało im w głowie. Trudno w to uwierzyć, ale takie prawo naprawdę istniało. To znaczy fakt, że księżyc może ludziom pomieszać rozum został uznany za prawo".

4 sie 2014

#14


~8:29
Wyobraziłam sobie, że delikatnie głaszczę pewną osobę po nagich plecach. Po chwili takiego masażu obejmuję ją rękami w talii i opieram się policzkiem na jej barku, a ona mnie nie odpycha. Poczułabym się wtedy tak dobrze, tak spokojnie, jak prawie nigdy mi się to nie zdarza.

~20:23
Przed chwilą na ciemnym niebie na zachodzie pokazały błyskawica, błysk, błysk i zagrzmiało dwa razy (choć jednego grzmotu mogłam nie dosłyszeć, bo ulicą jeżdżą auta), a ja wracam sobie z galerii.

20:27
Znów zagrzmiało, a ja się ani trochę nie boję.

20:27
Błysk i grzmot x2.

20:28
Grzmot. Żeby tylko nie zaczęło padać, bo ja nie mam parasola, nie tylko przy sobie, ale i w ogóle.

20:29
Błyskawica na całe niebo. Myśl pierwsza: "Szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia". Myśl druga: "Moim telefonym aparatem i tak by się ono nie udało".

20:32
Cały czas się błyska i grzmi, a ja stoję i patrzę na błyskawice, a komary próbują sobie na mnie ucztować, ale je ubijam. Mój pies już chowa się w łazience.

<klik>

2 sie 2014

#13


Jasper, słyszysz?