25 wrz 2014

Emma Forest "Twój głos w mojej głowie"


"Stałam się tak otępiała, w tym swoim życiu, że seks był nieodczuwalny, chyba że sprawiał ból, i wtedy jak przez mgłę zauważałam, że to ja jestem w łóżku. Mimo cięcia się i bulimii, w robieniu sobie krzywdy nie byłam dość szybka, więc chłopak pomagał. Tamtej nocy posunął się za daleko. Choć wagon metra wypełniał gwar szkolnej dzieciarni, miałam uczucie, że jestem w łodzi ratunkowej na pełnym morzu. W poczekalni doktora R., przeglądając starego <<New Yorkera>>, czułam, że wciąż sączy się krew. Czerwień plamiąca moją bawełnianą bieliznę podsunęła mi obraz człowieka wykrwawiającego się na šmierć w śnieżnej zadymce, i tak zaczęłam się czuć".

"Z dwudziestu siedmiu przystanków tylko dwadzieścia trzy są czynne, co w jakiś sposób to metro uczłowieczało. Kiedy pociąg gnał, odwracając ślepia, przez zaciemnioną stację przy Osiemnastej Ulicy, wyobrażałam sobie, że przystanek przy Osiemnastej po prostu się wycofał, zbyt wrażliwy, aby żyć. W rzeczywistości nowe dziesięciowagonowe pociągi były za długie na tamten peron. Ale ja we wszystkim widziałam bój i smutek i smakowałam je w ustach jak szlachetne wino".

"Wydobywając się ze skalistego dna, zaczęłam bywać u doktora R. co tydzień. Potem co drugi tydzień. Potem raz w miesiącu. Wreszcie tylko w razie potrzeby. Dawka leku psychiatrycznego została zmniejszona o połowę".

"Zamierzałam powiedzieć doktorowi R.: <<Jestem zakochana w kimś dobrym i życzliwym, łagodnym, on też poznał ciemność, ale jakimś cudem jedno dla drugiego staliśmy się światłem. Pan mnie uzdrowił na tyle, że mogę być czyimś światłem!"

"Podczas płukania żołądka próbowali się zorientować, czy cięcia na moich ramionach były częścią próby samobójczej. Nie były. Nazbierało się ich przez dni, tygodnie i miesiące. Artystka grafffiti powracająca w środku nocy do ulubionego muru. Okaleczałam się regularnie, najczęściej żyletkami, najczęściej na ramionach, czasem na udach, później doszła szyja i twarz, i brzuch (tylko raz, z czuciem). Zaczęłam się ciąć, mając szesnaście lat".

"Nie rozumiesz? Kiedy następnym razem zobaczysz niebo... to będzie nad innym miastem. Następna klasówka będzie w innej szkole. Rodzice chcą dla nas jak najlepiej. Ale teraz robią, co uważają. Bo to jest ich czas. Ich czas! Tam na górze! Nasz jest tutaj. Nasz czas jest tu, na dole".

"Mania płynie jak rzeka zbliżająca się do wodospadu. Depresja jest stojącym jeziorem. Na powierzchni unoszą się zdechłe rzeczy i woda ma taki sam siny odcień jak twoje usta".

"Niech nie próbuje się zabić bez ubezpieczenia, bo jeśli przeżyje, będzie w takich długach, że zechce umrzeć".

"Kobiety prawie zawsze wybierają prochy. Kobietom chodzi o łagodne odpływanie, jak w klasycznym soulowym nagraniu, kiedy głos Otisa Reddinga powoli zostaje wyciszany, aż całkiem gaśnie. Co się wtedy dzieje, po nastaniu ciszy? Co teraz, w tamtym pokoju, robią muzycy? <<Zabierz mnie tam. Zabierz mnie>>".

"Kura czy jajo: co było pierwsze, patrzenie na siebie przekrwionymi z oczami, wymiocinami we włosach i przymus chlastania się żyletką, bo jesteś taka szpetna? Czy pożeranie całej zawartości szafki, aby zagłuszyć to, jak bardzo się oszpeciłaś? To obłęd. I jeśli nie wiesz, kim jesteś, albo twoje prawdziwe ja odpłynęło od ciebie z prądem powrotnym, obłęd daje ci przynajmniej tożsamość".

"Bliskie osoby, które mają być przy tobie, żeby sprawdzać, czy wciąż oddychasz".

"Jak często trzymamy ludzi blisko, by im udaremnić atak z dystansu?"

"Borderlinowcy są tym, co powszechnie się uznaje za zło. Lubią sprawiać kłopoty".

"CM jest niby bardzo przystojny. (<<Oczywiście, powiedziałby mój ojciec, jest niby bardzo przystojny"). Ale ja tego nie widzę. Widzę coś... lekko okaleczonego, jak postarzały aksamit. Jest w nim namacalny smutek".

"Robię herbatę. Oglądamy jakiś stary film. Potem długo patrzymy na deszcz".

"Bo jeśli chłopiec - jest niedomytym anorektykiem, który wykorzystuje ciebie do podnoszenia swojej intelektualnej wiarygodności".

"<<Depresja jest parszywa. Depresja połączona ze śmiercią czarodzieja, który za pomocą jakiejś magii pomagał z nią walczyć, jest jeszcze gorsza. Ale gówno się zdarza i zwykle nie bez powodu>>".

"<<To jest ciężka walka i być może ja, tak naprawdę, jestem tym złym, którego trzeba pokonać, a być może nie>>".

"- Chcę umrzeć. - Patrzę mu w oczy, kiedy rozpina mi dżinsy, i mówię znowu: - Chcę tylko umrzeć.
Myśli, że odgrywam scenę. Obejmuje dłońmi moją szyję i ściska. Mocno.
Zamykam się w lazienca z BlackBerry, tak jak zrobiłam tamtej nocy, gdy odszedł CM, i zastanawiam się, czy wyratowałby mnie z tego, gdybym zadzwoniła. Patrzę na jego numer. Proszę, przyjedź i zabierz mnie. Proszę, wykop tego faceta. I wiem, że gdybym zadzwoniła... nie odebrałby.
Wracam więc do sypialni i pozwalam temu facetowi jeszcze raz zacisnął palce na mojej szyi. To nie jestem ja. Ale jestem tutaj. Więc to muszę być ja. Jego kciuki wciskają się w moją krtań. Zastanawiam się, czy pójdzie na całość".

"Oglądamy <<Portret Doriana Greya>>, z Angelą Lansbury. Filmowy Dorian ją ubóstwia, ona idzie z nim do łóżka, po czym dostaje od niego list, z którego dowiaduje, że nigdy więcej nie będzie częścią jego życia. I popełnia samobójstwo".

"W domu próbuję wymyślić, w jaki sposób odzyskać od CM mój list samobójczy. List czy liścik? To tylko osiem linijek. Nowelka, może nawet opowiadanie, tyle że bez wstępu, środka i zakończenia. To jest deklaracja misji samobójczej".

"Jeśli straciliście kiedyś bliskiego w sposób, w jaki ja próbowalam odejść, zapewniam z wlasnego doświadczenia, że w całej swej rozpaczy, w piekle, w jakim mogła żyć ta osoba, cokolwiek skłoniło ją do połknięcia prochów czy ukręcenia sobie stryczka, do wypchania kamieniami wszystkich kieszeni i wejścia do wody, w ostatnich chwilach życia, zanim poszła na dno, myślała o miłości".

"Podczas spaceru wokół jeziora, z mamą, tatą i SB, po raz pierwszy nachodzi mnie pewma myśl, tak jak kiedyś olśniło mnie, że chlastanie się jest rzeczą złą, nawet jeśli zdziała:
<<Sama z kotem w zakurzonej szafie pełnej niesparowanych butów to kiepskie miejsce na to, żeby zabłysło twoje światełko>>".

"<<Powiedz, co mam zrobić>>. Żyletka milczy. <<Powiedz mi!>> Slyszę własny oddech. Co znaczy, że slyszę siebie. Nie ma głosów. Żadnych. Ani jego, ani doktora R. ani internetowych świrów, ani nawet mojej mamy.
Wychodzę z lazienki.
Zakladam słuchawki.
Jadę metrem na przystań Staten Island Ferry.
Płynę promem, bo nigdy wcześniej tego nie robiłam. Niebo jest odkryte i bezkresne, jest rześko, ale słonecznie, to nowojorskie błękitne niebo, słucham Velvet Underground śpiewających <<Pale Blue Eyes>>, a że nie ma w moim życiu nikogo o jasnoniebieskich oczach, będę miała niebo za muzę do końca piosenki".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuje za każdy komentarz :)