"Poszliśmy do parku zaraz po przyjeździe, jakby to było to właściwe miejsce, do którego mnie przywiózł, a dom ze skrzydłem szpitalnym był czymś dodatkowym i mniej ważnym. A może chodziło mu o rzekę, że tak ładnie płynie odgrodzona gęstą siatką od ludzi w parku i wszelkiej nadziei lub pokusy, jaką mogą dawać takie wzburzone, chłonne wody".
"Życie z kimś, kto może umrzeć kilka razy do roku, ma swoje dobre strony, choć nie od razu daje się to zauważyć. Wiara ww życie jest wtedy inna, bardziej przypomina pory roku, odnawia się po każdym załamaniu mimo wszystko o wiele silniejsza. Jest to wiara w bardzo krótkie odcinki życia: do przyszłego miesiąca, do świąt, do wiosny. Myśli się dzięki temu jaśniej i silniej odczuwa różne rzeczy, jak to przed śmiercią, nie ma czasu na błędy. Czasu traci się mniej i ogólnie podejmuje trafniejsze decyzje - moja babka mówiła, że taką klarowność w głowie ma się tylko przed śmiercią, swoją albo cudzą. Żyje się w takiej ciągłej klarowności, podejmując trafne decyzje - babka nie mówiła, jak długo tak można.
Teraz lekarze każą mi myśleć o czymś przyjemnym. I żeby codziennie znaleźć jedną rzecz, która daje mi radość albo ulgę, może być nawet ta sama, co wczoraj, byle nie była to myśl o śmierci moje męża".
"A więc, jak dla większości ludzi, wojna ma dla niego romantyczny posmak, jest miejscem dla bohaterów. Udowadnia się na niej własną wartość i wychodzi z tego zwycięsko, w blasku reflektorów, bez jednego zadrapania. A właśnie po nim się tego nie spodziewałam, bo przecież zabił człowieka. Opowiadam mu tę historię, której nie opowiedziałam jeszcze nikomu, właśnie dlatego, że zabił człowieka. Powinien wiedzieć, jak tam jest, po tej ciemniejszej stronie, gdzie nie obowiązuje prawo do życia. Powinien wiedzieć, że tam nie ma miejsca na ekscytację, bohaterskie ucieczki przed ostrzałem i kłanianie się publiczności. >>Patrzcie, jak pięknie, znowu mi się udało, jeśli chcecie, wykonam ten numer jeszcze raz". To terytorium śmierci i rozpaczy. Tam się nie ukazuje własnej twarzy, to najlepsza chwila na bezimienność. Kogoś, kto naprawdę otarł się o śmierć, taka potrzeba pojawia się niemal bezwiednie".
"Tak dużo, że nie sposób sobie tego wyobrazić - pomyślałam. - A ile wyjazdów na wojnę można sobie wyobrazić? - zagadnęłam tę drugą osobę, która zawsze była ze mną i przetrwała wszystko".
"Bałam się, że pojadę do Inguszetii, a Taja naprawdę będzie taka jak w moich widziadłach, przewleczona na lewą stronę ofiara wojny i dziennikarstwa. Będzie miała otarcia i rany cięt, zrosty po rosyjskim pułku piechoty. Krwista miazga, która siedzi w moim fotelu, raz po raz pyta, czemu do niej nie przyjechałam.
- Ciągle tam jest? - pyta Lucjan.
- Tak".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo dziękuje za każdy komentarz :)