Strony

17 lis 2014

Opowiadania Kotori III

Rozpoczęcie: 02.11.2014r.
Zakończenie: 06.11.2014r.

1. W twoich snach - Paulina Klimentowska

"Rozchyliła usta, ale spomiędzy warg nie wydobyło się ani jedno słowo. Jedynie chichot. Szyderczy, przeraźliwy śmiech, wchodzący na coraz wyższe i wyższe rejestry, świdrujący na wylot mózg, nie do zniesienia. Zobaczył rozpędzony tramwaj linii pięć".

"Podszedł jeszcze bliżej i znienacka objął w pasie, przyciskając z całych sił do siebie.
 - Co ty wyprawiasz?! - chciał zawołać fizyk, ale zdążył wykrztusić z siebie tylko bliżej niekreślony dźwięk, gdy ziemia pod nogami dosłownie się rozstąpiła i poczuł, jak leci w dól wraz z trzymającym go idiotą.
 Zamknął oczy. Choć spadanie wywołało paniczny lęk, mocny ucisk Krzysia, sprawiał, iż miał dziwną pewność, że nic złego nie może się stać".

 "- Stworzyłem ten świat na podstawie filmów i zdjęć miejsc, które chciałbym odwiedzić".

2. Słowa niewypowiedziane - Ula Sikorska

"Pogładziłeś mój policzek. To nie był przyjacielski gest tego byłem pewien. Bardziej przypominał matczyną troskę o syna, który zbłądził".

3. Czekam - Shoko Yoshida

"Pozwalasz mi zamawiać jedzenie, korzystać z uroków tego miejsca. Nie rozmawiamy o tym, ale myślę, że wiesz, że tego nie robię. Nawet gdy w trakcie naszej sam zamawiasz jedzenie i próbujesz mnie karmić, nie potrafię się przemóc".

4. Obraz duszy - Danka F., Wiolka K.

"Uczucia nie brały się z powietrza, nie wytwarzał ich żaden organ, a jednak zawiedzione nadzieje i złamane przysięgi wypalały piętno, które ciężko było usunąć. Alexander już raz przez to przeszedł, już raz próbował umrzeć, gdyż nie był w stanie wytrzymać nieszczęścia, jakie na niego spadło. Chwila, w której otworzył oczy i zrozumiał, że żyje, stała się dla niego przeklęta. Każdego dnia czuł się tak, jak gdyby stał nad przepaścią. Nie mógł się cofnąć, ale nie mógł też zrobić kroku do przodu. Za swój grzwch został skazany na najcięższą z prób: życie blisko kobiety, która pogrzebała jego miłość wraz ze wszystkim, co jej obiecywał. Bezlitosne wyroki uczyniły z niego istnienie stojące na granicy życia i śmierci. O tak, miłość nie była jedynie ułudą, a czymś prawdziwym. Czymś, co Alexandra zawiodło w próżnię bez ciepła i szczęścia".

"Ostatnimi czasy nie był jednak w stanie znaleźć chęci do czytania. Za to nieustannie mnożyły się przed jego oczami szaleńcze wizje utworów, które mógłby napisać sam. Kiedy jednak tylko do tego zasiadał, próbując oddać wszystko w słowach, okazywało się nagle, że to jedynie nieuporządkowane fragmenty, które nie chcą zespolić się w żadną całość".

"Przeszedłem przez ciemność, by wrócić do świata, którego nienawidzę".

 "- Chcę pana namalować, właśnie takim, między światłem a cieniem, nim jedno lub drugie pochłonie tę niepowtarzalność, jaką tworzą wspólnie, dopełniając się wzajemnie".

"- Przeszedłem przez piekło, przez palący ogień i zimną pustkę. Nie boję się tego".

"Alexander zacisnął drżące palce na dłoni Gilberta. Choć wszystko dookoła wydawało mu się nieostre i pozbawione sensu, ta ręka utrzymywała go w przekonaniu, że nie jest sam. Serce zabiło niespokojnie i młodzieniec odczuł nagły strach. Jęknął coś cicho i niezrozumiale, po czym z trudem otworzył powieki w poszukiwaniu obecności jedynej osoby, która dawała mu poczucie bezpieczeństwa. Hrabia był przy nim, kojąc lęki, bezustannie potwierdzając, że nie zostawi go w mroku samego. Poszarpane słowa, dłonie szukające oparcia".

"Alex siniał tak szybko, jakby śmierć już postanowiła, że go zabierze, ale krew wciąż miał tak bardzo gorącą".

 "Twarz Alexandra rozjaśniła się delikatnym uśmiechem, oczy wypełnił blask, a po policzkach spłynęły dwie kryształowo czyste łzy. Jego palce osunęły się po twarzy Drake'a i ręka młodzieńca zwisła bezwładnie. Oczy zgasły, wciąż jeszcze wpatrując się w Gilberta, ale teraz to spojrzenie stało się puste, a pasja namiętności i emocje uleciały z niego jak liście na wietrze".

"Nieustannie odczuwał obecność Alexandra. W jego snach młodzeniec wciąż żył i uśmiechał się delikatnie. Pojawiając się w mroku sypialni, rozświetlał ją latarenką trzymaną w dłoni. Pochylał się wtedy nad Gilbertem i całował go lekko i czule w czoło. Te pocałunki nigdy nie były zimne, choć chłodziły rozpaloną twarz mężczyzny. Usiłował schytać zjawę, przytulić i ogrzać swoim ciałem. Czasami zdawało mu się, że szaleństwo tych pragnień wyoełnia jego dłonie ułudą spełnienia. Ślad głowy odciśniętej obok na poduszce o poranku, sylwetka widziana w cieniu korytarza za dnia, blada twarz pojawiająca się w lustrze - wszystko przypominało mu Alexandra i nabierało jego kształtów. Przemawiał do niego i oprowadzał po najpiękniejszych zakątkach swojej posiadłości. Wywołało to poruszenie wśród służby, która zaczęła szeptać za plecami hrabiego, patrząc z nabożnym lękiem na owe dysputy prowadzone z powietrzem. Sprowadzony kilka dni później przez Wintersa doktor został uprzejmie, lecz stanowczo poproszony o zajęcie się innymi nagłymi przypadkami".

6. Pożegnanie - Bartek Koczkodaj

 "Wiesz, co jest najgorsze, najbardziej w tym wszystkim wkurwiające? To, że nie mogę przed nikim zdradzić. Że mam usta zasznurowane, mordę uśmiechem wykrzywioną, banałami zaklajstrowaną. Że muszę żyć tak, jak gdyby nic się nie stało".

 "No i pogrzeb. Najpierw wieniec. Zamawiam wieniec i tak mi się na usta ciśnie, żeby powiedzieć tej od wieńca, zresztą bardzo miłej: <<proszę, niech pani napisze: Kochanie, czemu mnie zostawiłeś? Tak bardzo tęsknię. Bartek>>. Ale nie. Nie wypada, skandal, więc tylko beznadziejnie puste <<ostatnie pożegnanie>>, które funduje się każdemu. I z tym wieńcem - białe róże - na końskiej dawce oxazepamu i lorafenu, towarzyszę mu, jak to się mówi, w jego <<ostatniej podróży".

 "Po pogrzebie stypa. Nie byłem, bo kim ja w sumie dla niego? Nie wolno kalać pamięci zmarłych. Ale podeszła jego siostra, trochę przepraszająco, że stypa tylko dla rodziny i najbliższych znajomych: <<Bartek, Bartek, nasza matka, rozumiesz. Gdyby to ode mnie zależało... Ciebie jednego kochał, ty dla niego rodziną całą byłeś. Ale matka... przepraszam>>".

 "Po dwóch tygodniach wracam do pracy. No przecież muszę. Normalnie się ubrałem, w żadną tam czerń. Nie mam prawa do czerni, nie po nim. Ale kiedy wracam do domu, przebieram się, zakładam czarny sweter albo czarną koszulkę, czarne dżinsy albo czarnu dres. I mam swoją prywatną żałobę, moje domowe black to black. Siadam w fotelu, właściwie to się w nim zapadam i zasypiam przed włączonym telewizorem, z jednym kotem na kolanach, drugim na poręczy fotela. Odpływam w spokojny sen na falach zdwojonej dawki opipramolu".

 "I współpracownicy. Tak, tak. Co tam? Jak tam? Trzeba przecież normalnie z ludźmi rozmawiać, żartować, nic po sobie nie dać poznać, na kręgle wyjść, na bilard. Kilka razy się odmówi, ale nie więcej, bo zaczną się podejrzenia, rozpytywania, dociekania, próby pomocy, koleżeńskiego wsparcia".

 "Minęło już tyle czasu, a ja wciąż nie umiem odnaleźć się w tym wszystkim. Nie mogę zrozumieć. Nie olewam pracy, sprzątam, normalnie jem. Nikt nie może mieć do mnie o nic pretensji, naprawdę niczego nie zawalam. Bywam nawet na weselach, pomagam rodzicom. Czytam, spotykam się z ludźmi, od czasu do czasu uprawiam seks, ale..., ale kiedy już zostaję tak całkiem sam w mieszkaniu wśród jego rzeczy - już przykurzonych, bo nie jestem w stanie nic zmienić, przestawić, bo wszystko, łącznie ze mną zastygło dokładnie tat, jak to pozostawił i jakby wciąż czekało na jego powrót z Carrefoura... i kiedy jego nieobecność jest tak miażdżąca, tak wyzierająca z każdego zakamarka, tak boleśnie namacalna - pojawia się nieodparta myśł o oddaniu kotów i odkręceniu gazu".

8. Modlitwa robota - Anna Maria Vanitachi

"Ludzie, podobnie jak pandy, w niewoli rozmnażali się rzadko i niechętnie. Za to często decydowali się na samobójstwa, nawet jeśli zapewniano im spokój, bezpieczeństwo i odpowiednie warunki rozwoju".

"Nie wykonał żadnego ruchu czy nawet gestu, nie odezwał się ani słowem. Gdyby nie równomierne wznoszenie się i opadanie klatki piersiowej - mechanizm naśladujący rytm ludzkiego oddechu - można by sądzić, że robot zapadł w hibernację".

 "- Ale czy to jest pociecha? Yenshi patrzył mu w oczy. - Ja chyba wolałbym się mylić. Wolałbym świat, w którym nie byłoby wojny, w którym ludzie nie wymierają, a pająki nie żywią się ważkami. Wolałbym mieć uszkodzony system danych i wszystko, co złe, tylko sobie wymyślić.
 - Byłbyś nieszczęśliwy.
 - Nie bardziej niż teraz.
 - Może bardziej. Z nikim nie mógłbyś dzielić swojego smutku.
 - I nikogo bym nim nie obarczał. Dlatego cudzy smutek miałby dawać mi pociechę? To przecież podłe".

 "Teodor czuł miarowy oddech Reishiego. I słyszał, jak bije mu serce. Myślał, jakie dziwne jest takie częściowe naśladowanie ludzi. Serce, które nie musi pompować krwi. Sen, który jest formą hibernacji".

 "- Tego nie powiedziałem. Powedziałem, że mamy obowiązki wobec Yenshiego. Ale to nie wszystko. Tobie przyda się moja pomoc, a mnie twoja. Poza tym wgrałeś w swój system kartę pamięci Yenshiego. Znasz go teraz lepiej niż ktokolwiek inny. Powtarzasz jego gesty, słowa i...
 - Teo?
 - Jesteś jedynym, co mi po nim zostało.
 - No tak. Prawda. - Chłopak zasępił się. - Prokurator mówił, że tak będzie.
 Nauczyciel lekko przechylił głowę.
 - Ostrzegał mnie - ciągnął Reishi - że lepiej było sczytać kartę na symulatorze. Bo zacznę się do niego opodabniać. Coś w tym musi być.
 Podszedł do okna. Niebo nad parkiem już bielało.
 - Ja... wiem, że nie jesteś nim, Rei - szepnął Tao.
 - A ja wcale nie jestem tego taki pewien. Mam swój charakter, swoje wspomnienia. Ale i mnóstwo zupełnie nowych danych. Wieki zajmie, zanim to sobie wszystko poukładam. Miałeś rację. Mój brat był wyjątkowy. Nie wiem, czy to udźwignę. Pewnie część będę musiał zrzucić na jakiś dysk zewnętrzny. Ale dane to nie największy problem. Zachowuję się inaczej. Czuję się inaczej. - Otworzył okno i wziął kilka głębokich oddechów. - Ostatnie cholernie dużo myśl o jakichś ważkach. O ważkach, o pająkach, o nauce harmonii..."

9. Duchy utopii - Kintsukuroi

 "Trwacie w wykreowanej przez siebie utopii tak długo, jak jest to możliwe. Żyjecie według surowego, niespisanego kodeksu. Trzymacie się swoich praw i obowiązków. Byle tylko zapewnić sobie przetrwanie.
 Jednakże prędzej czy później musi nastąpić rozłąka. Opuszczacie siebie nawzajem. Czasami przypomina to powolną dekapitację oraz oznacza rychły koniec twojego aktu. Aczkolwiek całkiem niewykluczone jest również, że przeżyjesz i ponownie stworzysz z drugim człowiekim ten niezwykły sojusz. Zaczniesz podróżować: tworzyć i zrywać relacje, nie zważając na pozostawiane za sobą duchy".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuje za każdy komentarz :)