Strony

29 paź 2014

Stanisława Fleszarowa-Muskat, "Trzy NIE i jedno TAK"


Przyszedł z morza

 "- Jeśli to jest możliwe - powtórzył.
 - Nie, to nie jest możliwe - odpowiedziała.
 Stał przy bufecie, opierając się o niego, ale jego łokcie były gotowe do odlotu, jak skrzydła ptaka, który nie wie, czy zatrzyma się na dłużej w miejscu, w którym wypadło mu przystanąć. Przez ramię miał przewieszoną torbę - taką, jaką noszą zwykle ci, którzy mieszczą w niej cały dobytek i wędrują z nią przez morza i lądy. Lekki, nie męczący towarzysz.
 Więc przyszedł z morza, nie wiadomo skąd, i zadał jej to pytanie. Odpowiedziała: Nie, to nie jest możliwe - bo wydawało się jej zbyt wielkim, zbyt szalonym szczęściem, żeby on zwyciężył, żeby przyszedł sobie z morza, nie wiadomo skąd i dostał ją, jak pierwszą lepszą z ulicy albo taką, której nikt jeszcze nie pragnął. Niechby nie był taki pewny siebie, niechby w oczach miał trochę pokory, trochę szacunku i pamięci o tym, że po tej stronie nabrzeża nie było, bogatszego, czystszego, weselszego, pachnącego lepszym rumem i tytoniem baru, w którym ona stała za kontuarem.
 Nie, nie myślał o tym. Myślał tylko o niej. Tylko siebie widziała w jego oczach, kiedy patrzył na nią z bliska - z czystą, nierozumną, oderwaną od świata śmiałością człowieka, który nie mając nic, chce mieć nagle wszystko i uważa, że ma do tego prawo, ofiarując w zamian siebie. Siebie. Powinna była zrozumieć, co to znaczy, ale nie rozumiała, w t e d y jeszcze nie rozumiała. Wydał się jej szalony - tak, szalony - i choć krew napływała do głowy od tego szaleństwa, postanowiła dać mu nauczkę".

 "I nagle życie zrobiło się zupełnie małe. Otwierane i zamykane wschodami i zachodami słońca, między którymi nic się nie zdarzy, ponieważ wszystko, co mogło się zdarzyć, już się zdarzyło".

 "Nie zwróciła oczu ku żadnemu z nich, nie wyciągnęła ręki, żeby dotknąć ich sakiewek. Za dużo mieli z sobą, za mało s i e b i e - nie zrozumieliby, gdyby im to powiedziała.
 Było już o wiele za późno, kiedy przyszedł drugi raz. Nie dorobił się niczego przez te wszystkie lata. Miał ten sam stary kapelusz, wypłowiałą kurtkę i tę samą lekką torbę przewieszoną przez ramię. A może był to już inny stary kapelusz, inna wypłowiała kurtka i inna lekka torba, kryjąca niezasobny dobytek. Może ani razu nie zachodził do tego portu, a może tylko do tego baru - teraz tu był, ale to nie oznaczało powrotu. Przyszedł tylko się napić i kiedy patrzyla na niego, zaczął ogarniać ją strach, że przedtem nigdy go tu nie było, że zamiast niego były setki i tysiące takich jak on - przychodzących z morza, nie wiadomo skąd, w wypłowiałych kurtkach, z lekkimi torbami na ramieniu, że patrzyla na nich tak długo, aż przestała widzieć innych, tych, których łokcie oparte o kontuar nie były gotowe do odlotu...
 Powinna była może zapytać, czy był tu kiedyś, czy postawił jej to pytanie? Nie zrobiła tego. Nie zatrzymała go, nie zawołała go, gdy pozwalając jej patrzeć na swoje szerokie plecy i swój brązowy kark, zbliżał się ku drzwiom..."

Stary człowiek i dziewczyna

 "Tego dnia było jakoś cicho. Ludzie płynęli górą, środkiem drewnianego deptaka, mało kto opierał się o barierkę - o tej porze od wody wiał chłód i natrętna, wieczorna wilgoć - i dlatego stary człowiek spostrzegł od razu dziewczynę, która nagle się tu zjawiła. Przystanęła nieopodal i popatrzyła w wodę. Trwało to długo, więc powiedział:
 - Tylko nie tutaj. Z drugiej strony mola też jest morze.
 Nie odpowiedziała, więc powtórzył:
 - Nie tutaj. Nie będę pani ratował.
 Odwróciła wreszcie głowę. Włosy miała długie i drobną twarz, nadąsaną w tej chwili i złą.
 - Co pan za głupstwa opowiada?
 - Wiem, co mówię. Idź sobie gdzie indziej. Mam reumatyzm, nie będę dla głupiej smarkuli moczył się teraz w wodzie.
 - Skąd pan wie, że chcę to zrobić?
 - Na plecach masz to wypisane.
 - Na plecach?
 - Tak. Widziałem już wielu ludzi, którzy stali nad wodą".

 "- Może bym także łowiła ryby, gdybym zdobyła się na to, żeby mieć ochotę na cokolwiek".

 "Stary człowiek westchnął i zapytał:
 - Dlaczego chciałaś to zrobić?
 Wzruszyła ramionami.
 - Wszystko jest strasznie głupie.
 - Tak?
 - Pan tak nie myśli?
 - Nie.
 - Bo pan jest stary. Pan ma to już za sobą.
 - Co?
 - Życie. Bo ja wiem, jak to nazwać? Niepokój.
 - Nie to chciałaś powiedzieć.
 Zamyśliła się.
 - Może.
 - Czy to przypadkiem nie pycha?
 - Pycha?
 - Chciałaś zwrócić na siebie uwagę. Ludzie, który pragną zwrócić na siebie uwagę, chwytają się różnych sposobów. Tego ostatniego także.
 Milczał przez chwilę.
 - Ładne miejsce sobie wybrałaś".

 "- Pan ma już jej mało - powiedziała nagle. - Tej nadziei.
 - Tak. I dlatego muszę się z nią potrafić obchodzić.
 - Nie wiadomo, czy ja mam jej więcej.
 - Powinnaś, ale może być inaczej".

Express Mediolan-Rzym

 "Na szczęście hotel miał ten sam. Gdyby ten kretyn (impresario) mógł raz w życiu czegoś się domyśleć, zarezerwowałby mu również ten sam apartament. Głupstwo, nie powinno mu na tym zależeć, wszystkie pokoje hotelowe są do siebie podobne, nie - może jednak miałby uczucie, że wraca do znajomych kątów i choć na krótko poczuje się w nich jak u siebie? Czymże w gruncie rzeczy są podróże artystyczne? Pomnażaniem sławy? Zbijaniem pieniędzy? Być może i tym także. Ale przede wszystkim są pustymi hotelowymi pokojami, które mają coraz to inne widoki za oknem, innego koloru kafle w łazience, no i różnią się ceną oczywiście".

Ona przyjdzie jutro

"Ludzie i pieniądze opuszczają człowieka dość nagle, niekiedy nawet dzieje się to równocześnie".

"I wyprostowany kark, którego nie schylał przed nikim. To można było utracić od razu, nagle, z godnością i bez reszty. Tracić powoli, z dnia na dzień, odkładać siebie w przeszłość, rezygnować z siebie, poddawać się, co dnia gotować się do przegranej bitwy - to było zbyt trudne dla Vincenta, zbyt ciężkie dla silnego Vincenta, zbyt upokarzające dla Vincenta, który zawsze nosił wyprostowany kark".

"Golił się i kąpał bardzo długo, o wiele dłużej, niż w czasach, kiedy sprawiało mu to przyjemność. Wiedział, dlaczego to robi - w kuchni naprawdę nie było nic do jedzenia. Poszperał w kredensie. Znalazł paczkę sucharków, którymi żywił się służący chory na żołądek. Już sam smak sucharków maczanych w nieosłodzonej herbacie był dostatecznie upokarzający".

"Potem zapłacił za aperitif, żegnając się z każdą monetą jakby była najdroższą pamiątką po kimś, kto umarł bardzo niedawno".

"Gdyby utracił swoją twarz, gdyby pozwolił ją przenicować na stronę uczuć prawdziwych, byłaby twarzą żebraka czekającego na jałmużnę".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuje za każdy komentarz :)