Strony

21 wrz 2014

Haruki Murakami "1Q84" cz. lll

"Czy między życiem a śmiercią jest w ogóle jakaś różnica? A może myślimy w ten sposób tylko dlatego, że tak jest nam wygodniej?"

"Przyglądając im się ze szklanką whisky w dłoni, Tengo przypomniał sobie trzy wiedźmy z <<Makbeta>>. To one rzuciły na Makbeta zły czar wybujałych ambicji, powtarzając zaklęcie: <<Szpetność upięknia, piękność szpeci>>".

"Kiedy zmęczyło go czytanie, siedział bezczynnie i przyglądał się śpiącemu ojcu. Zastanawiał się, co się może rozgrywać w jego mózgu. Jakiego rodzaju świadomość kryje się w tej zakutej jak stare kowadło czaszce. A może nic tam już nie zostało? Jak w opuszczonym domu, z którego wyniesiono wszystkie bez wyjątku meble i urządzenia, nie pozostał żaden ślad po tych, co kiedyś tam mieszkali. Ale nawet w takim wypadku w ścianach i suficie powinny się wypalić niektóre wspomnienia i sceny. Co było długo kultywowane, nie może się tak po prostu rozpłynąć w nicości. Być może ojciec leżący w tym skromnym łóżku w nadmorskim domu opieki znajduje się jednocześnie w ciemności, w głębi cichego pustego domu, otoczony scenami i wspomnieniami, które są dla innych niewidoczne".

"- Kruki pewnie nie myślą o czasie. Prawdopodobnie tylko ludzie uświadamiają sobie pojęcie czasu.
- dlaczego
- Bo traktują go jako linię prostą. Jakby robili znaczki na długim prostym patyku. Tu z przodu jest przyszłość, tam z tyłu przeszłość, a teraz jesteśmy w tym punkcie. Rozumiesz?
- chyba tak
- Jednak w rzeczywistości czas nie jest linią prostą. Nie ma żadnego wyglądu. Pod każdym względem jest pozbawiony formy. Ale ponieważ nie potrafimy sobie wyobrazić czegoś pozbawionego formy, więc dla wygody wyobrażamy go sobie jako prostą linię. W tej chwili tylko ludzie są zdolni do takiej zamiany pojęć".

"Od kiedy jednak zamieszkała w tej kryjówce, ma sny prawie co noc. Bardzo wyraźnie, realne sny. Śni i budzi się, dalej śniąc. Przez pewien czas nie wie, czy jest w świecie realnym, czy w świecie snu. Są to dla niej nieznane wcześniej doświadczenia. Spogląda na podświetlone cyfry zegara przy łóżku. Czasami wskazuje 1:15, innym razem 2:37 albo 4:07. Aomame zamyka oczy i próbuje ponownie zasnąć. Lecz sen łatwo nie nadchodzi. Dwa różne światy walczą bezszelestnie o jej świadomość. Tak jak wody rzeki i morza ścierające się ze sobą przy ujściu".

"Prawdopodobnie stracił tata zainteresowanie dla tego świata. Jest tata rozczarowany, zniechęcony, nic już taty nie obchodzi. Dlatego porzucił tata realne ciało, przeniósł si3 w jakieś inne miejsce i postanowił tam żyć. Prawdopodobnie w jakimś świecie wewnętrznym".

"W bloku mieszkali różni ludzie. Młodzi, nieżonaci, ale już pracujący mężczyźni, studenci, małżeństwa z małymi dziećmi, samotni staruszkowie; wielka rozmaitość lokatorów. Przechodzili, nie kryjąc się, przez pole widzenia teleobiektywu. Pomimo niewielkich różnic wszyscy wyglądali na zmęczonych codziennością i rozczarowanych życiem. Ich nadzieje zblakły, ambicje zostały porzucone, wrażliwość się zużyła, w pozostałej pustce zaległy rezygnacja i nieczułość. Jak człowiek, któremu dwie godziny wcześniej wyrwano ząb, każdy był ponury, szedł ociężałym krokiem.
Oczywiście Ushikawa mógł się mylić. Być może niektórzy z nich cieszyli się życiem. Otwierali drzwi, a za nimi ukazywał się zapierający dech prywatny raj, który sobie stworzyli. Może inni, chcąc uniknąć kontroli urzędu skarbowego, prowadzili na pokaz skromne życie. To nie było wykluczone. Ale przynajmniej przechodząc przed teleobiektywem, wyglądali na pozbawionych wszelkiej nadziei mieszkańców miasta, kurczowo trzymających się schronienia, które niebawem miało zostać zburzone".

"Ale upływ czasu każdemu po trochę odbiera życie. Ludzie nie umierają, bo przyszedł ich czas. Umierają powoli od środka, aż nadchodzi ustalony dzień ostatecznego rozliczenia. Nikomu nie uda się tego uniknąć. Ludzie muszą płacić za to, co otrzymali. Teraz właśnie poznaję tę prawdę".

"- Prawdopodobnie bez daughter nie można mother nazwać kompletnym istnieniem. Tak, jak to widać u Fukaeri, brakuje w takiej mother jakiegoś elementu, choć trudno powiedzieć jakiego. Może przypomina kogoś, kto utracił cień? Nie wiem, co się dzieje z daughter po zniknięciu mother. One pewnie też nie są kompletnymi istnieniami. Bo są przecież tylko <<drugimi ja>>. Lecz być może w przypadku Fukaeri, nawet bez mother, daughter udało się pełnić rolę kapłanki".

"Siły długo nie wracały. Kończyny miał nadal ścierpnięte. Zorientował się nagle, że powstała w nim, jakby dziwna przestrzeń. Była to czysta pustka. Ta przestrzeć oznaczała brak, prawdopodobnie nicość. Ushikawa utkwił w tej nieznanej pustce wewnątrz siebie i nie mógł się z niej wydobyć. W piersi czuł tępy ból, choć ściśle mówiąc, nie był to ból, a jakby różnica ciśnieñ powstająca na zetknięciu się braku z nie-brakiem".

"Ten ktoś w jednej chwili otoczył mu szyję ramieniem. Ushikawa nie zdążył nawet krzyknąć. Poczuł na szyi stalowe mięśnie wytrenowanego mężczyzny. Ramię ścisnęło mu szyję ciasno i bezlitośnie jak imadło. Mężczyzna nie odezwał się ani słowem. Nie było słychać jego oddechu. Ushikawa wykręcał się i wił w śpiworze. Szarpał dłońmi nylonową poszewkę, kopał. Próbował krzyknąć. Ale to wszystko na nic. Tamten tkwił nieruchomo w raz przyjętej pozycji, tylko ściskał z coraz większą siłą. Był to skuteczny ruch, nie zużywał niepotrzebnie energii. W rezultacie rósł nacisk na tchawicę Ushikawy, coraz trudniej oddychał".

"Starał się powiedzieć do tego człowieka: <<Najpierw mnie wysłuchaj>>, ale nie mógł wydobyć z siebie głosu. Nie miał już powietrza, które wprawiłoby w wibracje struny głosowe, język też mu zesztywniał w głębi gardła jak kołek".

"Nie czuł rąk ani nóg. Wiedział tylko, że ma zasłonięte oczy i dotyka policzkiem maty. Nikt nie ściskał już jego szyi. Płuca świszczały mu jak miechy, kurcząc się i nabierając świeżego powietrza. Było to zimne, zimowe powietrze. Dostały tlen, powstała świeża krew, a serce z pełną szybkością doprowadzało tę czerwoną, ciepłą ciecz do koniuszków nerwów. Zanosząc się, co pewien czas gwałtownym kaszlem, skupiał się tylko na oddychaniu. Niebawem po trochu wróciło mu czucie w rękach i nogach. Słyszał w uszach łomotanie serca".

"Fakt, że żyje i oddycha, wydawał mu się zadziwiający. To nie była śmierć. Znalazłem się od niej o krok, ale to nie była śmierć. Szyja po obu stronach bolała go dotkliwie, jakby miał tam guzy".

"- Powiedziałaś, że idziesz daleko - mówi Tamaru. - Jak bardzo daleko?
- Tej odległości nie da się wymierzyć liczbami.
- Jak odległości dzielącej ludzkie serca".

" Choć byli w wychłodzonym pokoju, ich oddechy nie zmieniały się w białe chmurki. Gdyby ktoś przy tym był, pewnie by go to zdziwiło. A można tak wiele rzeczy by go zdziwiło, że akurat na to nie zwróciłby uwagi".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuje za każdy komentarz :)